Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z innej beczki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2013

wehikuł czasu

źródło : internet

"Kukuryku" - pora wstać -  lubiła te poranne pobudki w wydaniu piejącego koguta. Promyki słońca, które docierały do malutkich oczek równie mocno zachęcały by wyskoczyć spod ciepłej puchowej pierzynki. Bardzo grubej pierzynki,  pod jaką już nigdy później nie spała, a przynajmniej nie pamięta... i całe sterty poduszek. W głowie przemykają migawki obrazów: uśmiech babci i dziadka; kubek ciepłego mleka, takiego z pianką bo prosto od krówki; kogel-mogel jaki tylko babcia zawsze robiła na życzenie; małe szczeniaczki, które nosiła w wiklinowym koszyku; opowieści o czarownicach mieszkających w głazach przy lesie; rowerowe wycieczki i wiele innych...

Gdy masz własne dzieci, patrzysz jak dorastają często wracają wspomnienia z dzieciństwa. Są jak magiczny wehikuł czasu, który zabiera  w sentymentalną podróż do przeszłości.


czwartek, 14 lutego 2013

Kochasz - enter

źródło : internet
 Walentynki - czerwone, serduszkowe,  gadżeciarskie. Możesz mieć wszystko z "love" i obdarzyć tym ukochana osobę w dowodzie miłości. Ktoś powie tandeta, banał, komercja, wymuszona demonstracja uczuć. Nie da się ukryć, że tak to dziś trochę wygląda. Aż w uszach brzmi "czerwono mi...." bo od samego rana czekają w szklanym okienku czerwone skrzaty  z telewizji śniadaniowej, czerwone serduszka w sklepach, wszędzie tyyyyyle "miłości". Jak kochasz to - enter - i kasa się kręci. 

Jednak patrząc zupełnie z drugiej strony, to czy jest czymś tandetnym gdy ktoś kogo kochasz zaskoczy Cię akurat w tym dniu miłą niespodzianką? Skoro wierzysz w szczerość uczuć tej osoby, to raczej nie skwitujesz, że jest to wymuszone, naciągane. Uznasz raczej,  że był to dla kogoś dobry pretekst by w zapędzonej codzienności obdarzyć jakimś drobiazgiem, a przede wszystkim poświęcić Ci trochę czasu i uwagi. Bez tego całego lukru, przesadzonej słodyczy Walentynki dają się lubić. Przynajmniej mnie się tak wydaje. 

środa, 6 lutego 2013

szminki w dłoń to nasza broń : )

Drogie Towarzyszki Stowarzyszenia Zbuntowanych Kur, jako założycielka  dziękuję Wam za entuzjazm i spontaniczne przyłączenie się do grona stowarzyszenia  ; ) 

Jednocześnie informuję, że lista członkiń cały czas otwarta i czekamy na inne chętne mamy. Potrzebne infromacje znajdziecie w poście zatytułowanym Stowarzyszenie zbuntowanych kur. Do tej pory zadeklarowane to: 
surrealistka, MaMMa, m, oraz towarzyszka z zaprzyjaźnionego Projektu Londyn 2014 :D no i ja : )
 
 Po lewo wykonany przez mnie roboczy projekt naszego logo. Jak Wam się podoba?

ps. Dziękuję również towarzyszce z Projektu Londyn 2014 za inspirację do stworzenia hasła stowarzyszenia, którego można powiedzieć jesteśmy współautorkami :D 

niedziela, 3 lutego 2013

stowarzyszenie zbuntowanych kur

- Każda matka jest nadal kobietą
- Wielkie mi odkrycie, mogłaś się trochę bardziej postarać
- No to inaczej... zadbana i atrakcyjna mama, czy to coś złego?
- Mhm... no wiesz zależy co masz na myśli....
- A więc coś w tym jest...

Przyjęło się, że przysłowiowa Matka Polka to kura domowa, której główne zadania to troska o własne jajko i zachowanie czystości w kurniku. A gdyby kura się wystroiła, pomalowała, przeczesała piórka na głowie to wyglądałaby groteskowo. Podobnie jest z matkami, które próbują nadal czuć się atrakcyjnie i kobieco. Pewna część społeczeństwa odbiera je negatywnie bo skoro ma czas na makijaż to pewno zaniedbuje dziecko.  Zaglądają oni ukradkiem do "kurnika" i jak nie ma się do czego przyczepić to najłatwiej ocenić kobietę, która przecież ośmieliła się odejść od przyjętego profilu i wyobrażenia o spełnianej roli.

czwartek, 17 stycznia 2013

"Lajkować czy nie? - oto jest pytanie

Z jednym portalem społecznościowym już się rozstałam i niewiele mi brakuje by zrobić to samo z wszechobecnym facebookiem. Jestem po lekturze artykułu "Zmierz ery lajków" w nowym Przekroju. Nie do końca zdawałam sobie sprawę jak działa machina lajkowania niektórych stron. Rzekomi fani, wśród których może być każdy z użytkowników, nakręcają pomysłodawcom niezły biznes. Istnieją firmy, które żyją ze sprzedaży lajków, fanów. Kto kupuje? zazwyczaj duże korporacje, które liczą na to, że ilość = jakość w mniemaniu potencjalnych klientów. Profesjonalne agencje oferujące tego typu usługę wbrew pozorom nie posługują się fikcyjnymi kontami sterowanymi przez komputery tylko wciągniętymi w tę grę nieświadomymi użytkownikami. Nigdy nie wiadomo czy lajkując stronę czy jakiś link nie wspieramy tego przemysłu. Administratorzy używają różnych trików od intrygujących, szokujących tytułów do techniki żebrolajków tylko po to by zachęcić do klikania. 

Więcej szczegółów  w artykule, zachęcam do przeczytania. 

Zdecydowanie mówię: Nie lubię tego! Jeśli któregoś dnia nie znajdziecie mnie na facebooku, a będziecie chcieli napisać zostawiam kontakt do mnie widoczny po prawej stronie.


czwartek, 10 stycznia 2013

puchatkowo...


" – A ty jak się masz? – spytał Puchatek.
– Nie bardzo się mam – odpowiedział Kłapouchy. – Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś się miał."

Taki tam "dzień kłapouchego" ....

"Czuję się mniej więcej tak, jak ktoś, kto bujał w obłokach i nagle spadł."

Życie potrafi  zaskoczyć i bum...

" Puchatek czuł, że powinien powiedzieć Kłapouchemu coś pocieszającego, ale nie wiedział co. Więc zamiast tego postanowił uczynić coś pocieszającego."

Dobrze mieć wokół siebie takie osoby ...
  
źródło : internet
"Widzisz, naprawiliśmy niebo. Teraz jest jak nowe. Nawet nie widać, że było zepsute..."

 Mam nadzieję, że szybko da się naprawić ...

środa, 2 stycznia 2013

mały plan podróży

źródło : internet

2013 wystartował, ruszyliśmy w podróż przez kolejny rok.

Czas trwania : 365 dni

Cele podróży : Myślę, że najlepiej nie zakładać ich sobie zbyt wielu gdyż w nadmiarze mogą okazać się albo niemożliwe do realizacji albo spowodować zamęt w głowie. Ważne jednak by wiedzieć, w jakim kierunku chcemy zmierzać, dlatego warto pomyśleć o tym aspekcie podróży jako jednym z najważniejszych.

Z kim ? : Jeśli nie jest się typem samotnika, który chce wybrać się w podróż na bezludną wyspę i spędzić tam cały rok to dobrze mieć obok kogoś na kim możemy polegać, kto potrafi cieszyć się naszymi chwilami szczęścia, a w przeciwnościach losu po prostu będzie przy nas. Wbrew pozorom wcale nie łatwo o takiego towarzysza podróży.

Ja już pracuje nad swoim planem, wiem na pewno z kim, pytanie - gdzie? : )

niedziela, 16 grudnia 2012

japoński upominek

 
źródło : internet

 Do wczorajszego dnia nie wiedziałam nawet o istnieniu lalki daruma. Zawitała u nas po powrocie tatinka ze służbowego wyjazdu,  gdzie otrzymał ją w ramach upominku noworocznego. Zaczęłam szperać w internecie szukając informacji. Kultura japońska jest mi raczej obca, jedyne co troszkę poznałam to jej walory kulinarne, a dokładnie sushi, które niewątpliwie przypadło do gustu moim kubkom smakowym ; ) Wracając do lalki, uwagę przykuwają oczy, w których wyraźnie brak źrenic. Zabieg ten nie jest przypadkowy i wiąże się z pewnym zwyczajem. W Nowy Rok myśląc o celu lub marzeniu na nadchodzący maluje się lalce lewe oko. Przy pomyślnym spełnieniu wspomnianych domalowuje się prawe. W ten sposób ślepa lalka "odzyskuje wzrok". Przyznaję, że choć nie wierzę w moc talizmanów pomysł bardzo mi się podoba. Z dodatkowych ciekawostek lalka przewrócona zawsze wraca do pionu, sprawdzałam : )

piątek, 14 grudnia 2012

moje miejsce?

źródło : internet
Życie w wielkim mieście daje mi poczucie większej swobody i ten aspekt chyba lubię najbardziej. Przez kilkanaście lat  mieszkałam w miejscu, gdzie ciągle dawało się odczuć  nieproszoną obecność obcych mi ludzi, którzy zawsze wiedzieli wszystko, ba, nawet więcej niż ja... Tu jest inaczej, ludzie żyją obok siebie nie znając się wcale. Wiem tylko, że za ścianą mieszka małżeństwo w średnim wieku, (czasem udaje mi się z nimi spotkać i chwilę porozmawiać), z kolei ich sąsiadem jest starszy pan - budzący we mnie grozę  jak dziadek, którego boi się Kevin sam w domu ;).  Reszta mieszkań na naszym piętrze owianych jest tajemnicą... właśnie daje się słyszeć z oddali dźwięk otwieranych kluczem drzwi więc zapewne ktoś jeszcze tu miesza ;)  Blok czasem bardziej przypomina hotel, do którego większość osób wraca po pracy i zamyka się w czterech ścianach by uciec od głośnego miasta.

Z drugiej strony myślę, że gdy brak kogoś bliskiego, samotność w takim miejscu doskwiera ze zdwojoną siłą. W tej sytuacji na pewno też trudniej odnaleźć się miejskiej dżungli pełnej zgiełku, gdzie zawrotne tempo życia potrafi porwać i nakręcić w pogoni za karierą, pieniądzem i przysłonić to co naprawdę ważne.

Czy to moje miejsce?  tak bo jest ze mną moja rodzina, ukochane dwa serca i to mnie tu trzyma . . .

środa, 12 grudnia 2012

jak tatinek został fryzjerem

źródło: internet
Z jednej strony miałam ochotę iść do fryzjera, z drugiej najzwyczajniej w świecie szkoda mi było pieniędzy bo teraz i tak jest sporo innych wydatków. Tatinek zgodził się nałożyć szampon w piance i nawet wybrał kolor jakiego jeszcze nie było na mojej głowie - ciemny czerwony brąz. Oczywiście początkowo próbował przekonać mnie do blondu, ale nie dałam się namówić, to byłoby zbyt ryzykowne jak na samodzielne eksperymenty.  Myślę, że producenci produktu nie przewidzieli, że nałożenia pianki podejmie się mężczyzna gdyż załączone rękawiczki były powiedzmy to subtelnych kobiecych rozmiarów, z trudem udało się je włożyć na męskie spracowane dłonie ; ) Gdy fryzjer przystąpił do pracy byłam cała w strachu, który spotęgował się w momencie płukania włosów, istne Morze Czerwone ; ) no cóż jeszcze bardziej bałam się wysuszyć i zobaczyć efekt zabiegu. Przez chwilę poczułam się jak Ania z Zielonego Wzgórza, która pragnąc kruczo czarnych włosów sparzyła się dość mocno na eksperymentowaniu z włosami. Jednak finał okazał się być wcale nie taki straszny jak sądziłam, wręcz przeciwnie, kolor faktycznie jest z lekkim odcieniem czerwieni, troszkę odważnie, ale nawet mi się podoba : ) 

sobota, 24 listopada 2012

Uki, bnd i świąteczna gorączka

                   
źródło: internet 
Od dziś mój synuś będzie miał swój przydomek blogowy - Uki. Dla nieoglądających MiniMini, Uki to uroczy żółty stworek porozumiewający się ze światem za pomocą niezidentyfikowanych dźwięków, gestów oraz mimiki :) Dostrzegam wiele podobieństw zwłaszcza w ogromnej chęci poznawania świata przez towarzyszącą temu zabawę :)
A więc dziś Uki nauczył się troszkę samodzielnie, troszkę z pomocą mamy zajadać jabłuszko przy użyciu gryzaka z siatką. Wydawał się być zaskoczony możliwością ugryzienia czegoś, z jednoczesnym doznaniem smaku :)

źródło: internet 


Co do "buy nothing day", po krótkiej wizycie w pobliskim centrum handlowym (w celu doznania nowego smaku pizzy, tym razem przez rodziców) niestety zdało się odczuć, że ludzie wpadli już w wir świątecznych zakupów i powstrzymanie się od tej czynności w większości przypadków jest wprost  niemożliwe. Trudno się dziwić, że dzieci przestają wierzyć w św. Mikołaja skoro udają się z rodzicami na zakupy i widzą torby dorosłych wypełnione po brzegi paczkami prezentów. Dobrze, że nasz Uki jeszcze malutki i będzie mógł cieszyć się prawdziwie z odkrywania tajemnicy tych świąt i towarzyszących im małych radości.

poniedziałek, 19 listopada 2012

świat snów

źródło : internet


Kiedyś ktoś ciekawie powiedział, że ze światem snów jest podobnie jak z biblioteką pełną książek. Gdy otwierasz drzwi, na skutek pootwieranych okien i powstałego przeciągu, wszystkie książki zaczynają fruwać w powietrzu i otwierają się na przypadkowych stronach. Tworzy to splot niezwiązanych ze sobą myśli, marzeń, tęsknot, wspomnień, lęków. Myślę, że coś w tym jest i choć nigdy nie wnikałam w sny i nie starałam się ich zrozumieć, to wydało mi się to niesamowicie ciekawe. Zakładając, że teoria jest prawdziwa, to małe dziecko również odwiedza ten tajemniczy świat, a to że śni jestem pewna gdyż często uśmiecha się lub płacze przez sen. Wnioskując już od narodzin odczuwa pewne emocje i zapamiętuje wydarzenia.

jak dziecko...

źródło : internet


mieć w sobie moc energii,
odkrywać świat i cieszyć się z małych rzeczy,
nie bać się nowych wyzwań, 
dawać innym radość i szczęście


czwartek, 15 listopada 2012

coś nowego

Właściwie nie wiem skąd zrodziła się w mojej głowie potrzeba pisania... zupełnie nie mam pomysłu na ten blog,więc nie wiem co z tego będzie... Powoli zaczynają mnie nudzić obecne portale społecznościowe, które są już chyba przereklamowane, więc może to chęć poznania czegoś zupełnie nowego... Na pewno nie będzie to pamiętnik i zapis tego co tylko moje... choć  będzie w tym wszystkim trochę mnie, tego nie chcę do końca uniknąć, zresztą chyba tak się nie da...