Mimo późnej pory czuła napływającą moc orzeźwieństwa. Bała się tylko, że ten magiczny zielony napój przeniknie do nocnego pokarmu i postawi na nogi małego Demolkę, kiedy już ją dopadnie zmęczenie. Tak się nie stało. Czuła jak pod opuszkami palców nadciąga natchnienie i nagła potrzeba by usiąść i coś napisać. Gdyby przeniosła się w czasie, pozostając w matczynej postaci, to sięgnęłaby pewnie po szary kajecik, w którym spisałaby swoje wspomnienia...
o tym jak właśnie dziś Demolka pierwszy raz ją karmił, za każdym "daj" wyciągając radośnie maluchną rączkę w kierunku otwartych ust.... i jak tak banalna chwila poruszyła jej serce, rozgrzewając do temperatury wrzenia wzruszenia ...












