Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pół żartem pół serio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pół żartem pół serio. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2013

sztuka małżowania - odsłona 1

OSOBY

MĄŻ
ŻONA

SCENA 1 

Rzecz dzieje się w aneksie kuchennym tudzież  pokoju do niego przyległym

ŻONA
Natenczas kolację szykuję 
Mąż reflektuje?

MĄŻ
 A i owszem 

ŻONA 
Ile pajdów? 

MĄŻ
 Jedna styknie

ŻONA 
 Z czym szykować?

MĄŻ
Z czym popadnie, jednak Cię poproszę ładnie
by pikantnie wszak słodyczy mam w nadmiarze

sobota, 23 lutego 2013

cierpliwość matki - epizod 1

Budzę się rano i oczom własnym nie dowierzam. Po nadmuchanej jak balon piersi roztkminiam o co chodzi, nie było go całą noc. Jakaś taka dziwnie wyspana się czuję, zrywam się szybko na równe nogi i w pośpiechu lecę sprawdzić czy wszystko w porządku. Susełek smacznie śpi, nawet nie drgnie. Mimo to musi matkę poratować bo inaczej bomba mleczna eksploduje. Zabieram go więc do łóżka i wtuleni zasypiamy. 

Także pobudka jak co dnia. Pełen pakiet usług: skoki po głowie, szczypanie i ostatnimi czasy wyrywanie włosów gratis - nie dość, że same wypadają garściami. Specyficzny komunikat o miłości i przywiązaniu. Właśnie dyskutuje po swojemu i walczy o laptopa, cała sterta zabawek leży obok, ale nie! przecież on woli to białe puzdereczko, zmusza się do płaczu. Mister Nerwus się kłania.

piątek, 8 lutego 2013

ciążowe mądrości ludowe

Wstała wcześnie rano, zerknęła na kalendarz - notka o kolejnym badaniu usg,  dokładnie trzynasty, do  tego piątek. Nie wierzę w takie rzeczy, dziś zobaczę moje maleństwo, to musi być szczęśliwy dzień - pomyślała. Zawsze była niezdarna,  dlatego stłuczone w pośpiechu lusterko nie zrobiło na niej większego wrażenia. Przecież kolejne lata zapowiadały się tak dobrze: narodziny maluszka, przygoda z macierzyństwem i nowe życie we troje. Na niebie świeciło słońce i wysyłało jasne promyki nadziei. Nic nie było w stanie zepsuć jej tej chwili, nawet przebiegający przez ulicę czarny kot.... 

I tutaj stop - decyzja należy do ciebie - wierzysz w dobre zakończenie czy raczej nieuniknioną negatywną konsekwencję zdarzeń? Nie znam zakończenia bo jak się domyślasz to nieprawdziwa historia.

czwartek, 7 lutego 2013

uwaga - dziecko :)

źródło : internet 

Od pamiętnego dnia dwóch kresek żyła w błogiej nieświadomości. Gdy poczuła pierwsze ruchy, zapisała datę w dzienniczku ciąży, by nie zapomnieć. Brzuszek robił się większy, a istotka w nim mieszkająca dokazywała coraz bardziej. „Mamo puk, puk, wypuść mnie stąd, trochę mi ciasno” – zdawało się wołać maleństwo – „Już niedługo kochanie… będziemy spędzać razem czas, jeździć na spacerki, czytać książeczki, przytulać się na dobranoc, wytrzymaj jeszcze troszeczkę”. Ta brzuchatka to ja. Tyle, że uwolniłam już mojego Ronaldo. Niewiele zostało z tych wizji, a zamiast tego prawdziwy surwiwal, o którym to w żadnych podręcznikach do obsługi dziecka nie pisano.

Bo jak tu inaczej nazwać tę moją szkołę przetrwania, z kilkumiesięcznym coach bobasem w roli głównej. Początek przygody to był pikuś, choć też nie do końca. Wyobraźcie sobie ssaka, najlepiej kangura, co to do matki przyssany i nie chce się rozstać. Tak było z moim trenerem, nie tylko gdy w brzuchu burczało, ale gdy miał gorsze chwile, gdy zasnąć nie mógł i gdy najzwyczajniej mu się w główce ubździło, że ma być cyc tu i teraz. Na nic się zdała nadzieja, że choć od czasu do czasu chwyci za smoczek i nim zaspokoi nieustanną potrzebę ssania. Ba, ssał nawet przez sen i lepiej gdy byłam w pobliżu jak się obudził. Spacerki – kolejne zajęcia dla bardziej zaawansowanych poszukiwaczy wrażeń. Bo leżeć nie pasowało, a regulamin wyraźnie zawierał punkt o obowiązkowym wychodzeniu na zewnątrz, przynajmniej na chwilę.

środa, 6 lutego 2013

szminki w dłoń to nasza broń : )

Drogie Towarzyszki Stowarzyszenia Zbuntowanych Kur, jako założycielka  dziękuję Wam za entuzjazm i spontaniczne przyłączenie się do grona stowarzyszenia  ;

Jednocześnie informuję, że lista członkiń cały czas otwarta i czekamy na inne chętne mamy. Potrzebne infromacje znajdziecie w poście zatytułowanym Stowarzyszenie zbuntowanych kur. Do tej pory zadeklarowane to: 
surrealistka, MaMMa, m, oraz towarzyszka z zaprzyjaźnionego Projektu Londyn 2014 :D no i ja : )
 
 Po lewo wykonany przez mnie roboczy projekt naszego logo. Jak Wam się podoba?

ps. Dziękuję również towarzyszce z Projektu Londyn 2014 za inspirację do stworzenia hasła stowarzyszenia, którego można powiedzieć jesteśmy współautorkami :D