Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lutego 2013

banalne chwile sercem malowane

Mimo późnej pory czuła napływającą moc orzeźwieństwa. Bała się tylko, że ten magiczny zielony napój przeniknie do nocnego pokarmu i postawi na nogi małego Demolkę, kiedy już ją dopadnie zmęczenie. Tak się nie stało. Czuła jak pod opuszkami palców nadciąga natchnienie i nagła potrzeba by usiąść i coś napisać. Gdyby przeniosła się w czasie, pozostając w matczynej postaci, to sięgnęłaby pewnie po szary kajecik, w którym spisałaby swoje wspomnienia...

o tym jak właśnie dziś Demolka pierwszy raz ją karmił, za każdym "daj"  wyciągając radośnie maluchną rączkę w kierunku otwartych ust....  i jak tak banalna chwila poruszyła jej serce, rozgrzewając do temperatury wrzenia wzruszenia ...

wtorek, 19 lutego 2013

podwójne narodziny

Ostatnimi czasy latam szybowcem myśli po świecie niezwykłych opowieści o macierzyństwie w różnych kulturach. W tą pasjonującą podróż zabiera Ofelia Grzelińska w swojej książce "Mama dookoła świata". Zazwyczaj podróżuję nocą bo wtedy nie muszę się nigdzie spieszyć i mam cały pokład tylko dla siebie. Wczoraj wybrałam się do Indii, gdzie oprócz wspaniałych widoków z kokpitu, jak choćby Tadź Mahal, miałam okazję poznać niezwykłą historię hinduskiej mamy. Nie będę zdradzać szczegółów bo być może sami zdecydujecie się wyruszyć w podróż i poznać ją osobiście. Chcę jednak podzielić się swoją refleksją na temat podejścia do tematu narodzin dziecka panującego w tym egzotycznym kraju.

poniedziałek, 18 lutego 2013

wehikuł czasu

źródło : internet

"Kukuryku" - pora wstać -  lubiła te poranne pobudki w wydaniu piejącego koguta. Promyki słońca, które docierały do malutkich oczek równie mocno zachęcały by wyskoczyć spod ciepłej puchowej pierzynki. Bardzo grubej pierzynki,  pod jaką już nigdy później nie spała, a przynajmniej nie pamięta... i całe sterty poduszek. W głowie przemykają migawki obrazów: uśmiech babci i dziadka; kubek ciepłego mleka, takiego z pianką bo prosto od krówki; kogel-mogel jaki tylko babcia zawsze robiła na życzenie; małe szczeniaczki, które nosiła w wiklinowym koszyku; opowieści o czarownicach mieszkających w głazach przy lesie; rowerowe wycieczki i wiele innych...

Gdy masz własne dzieci, patrzysz jak dorastają często wracają wspomnienia z dzieciństwa. Są jak magiczny wehikuł czasu, który zabiera  w sentymentalną podróż do przeszłości.


czwartek, 7 lutego 2013

uwaga - dziecko :)

źródło : internet 

Od pamiętnego dnia dwóch kresek żyła w błogiej nieświadomości. Gdy poczuła pierwsze ruchy, zapisała datę w dzienniczku ciąży, by nie zapomnieć. Brzuszek robił się większy, a istotka w nim mieszkająca dokazywała coraz bardziej. „Mamo puk, puk, wypuść mnie stąd, trochę mi ciasno” – zdawało się wołać maleństwo – „Już niedługo kochanie… będziemy spędzać razem czas, jeździć na spacerki, czytać książeczki, przytulać się na dobranoc, wytrzymaj jeszcze troszeczkę”. Ta brzuchatka to ja. Tyle, że uwolniłam już mojego Ronaldo. Niewiele zostało z tych wizji, a zamiast tego prawdziwy surwiwal, o którym to w żadnych podręcznikach do obsługi dziecka nie pisano.

Bo jak tu inaczej nazwać tę moją szkołę przetrwania, z kilkumiesięcznym coach bobasem w roli głównej. Początek przygody to był pikuś, choć też nie do końca. Wyobraźcie sobie ssaka, najlepiej kangura, co to do matki przyssany i nie chce się rozstać. Tak było z moim trenerem, nie tylko gdy w brzuchu burczało, ale gdy miał gorsze chwile, gdy zasnąć nie mógł i gdy najzwyczajniej mu się w główce ubździło, że ma być cyc tu i teraz. Na nic się zdała nadzieja, że choć od czasu do czasu chwyci za smoczek i nim zaspokoi nieustanną potrzebę ssania. Ba, ssał nawet przez sen i lepiej gdy byłam w pobliżu jak się obudził. Spacerki – kolejne zajęcia dla bardziej zaawansowanych poszukiwaczy wrażeń. Bo leżeć nie pasowało, a regulamin wyraźnie zawierał punkt o obowiązkowym wychodzeniu na zewnątrz, przynajmniej na chwilę.

środa, 16 stycznia 2013

to już 8 miesięcy - wspomnienia z porodówki

Dokładnie 8 miesięcy temu, o tej porze byłam na porodówce.Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie...

4 rano - pierwsze skurcze i odliczanie przerw między jednym a drugim, szykowanie
7 - start z domu i podróż w mega korkach do szpitala, skurcze co 2-3 min
po 8 - izba przyjęć, dwugodzinne czekanie na wolną salę,
ok 11 docieramy razem z Tatinkiem do sali porodowej i jeszcze brzuchatka wskakuje do wanny  -  poród staje w miejscu

Następnie przebicie pęcherza z wodami, podanie oksytocyny i mega mega skurcze kilka godzin, po czym decyzja o znieczuleniu, chwila oddechu i czas na zebranie sił, skurcze parte ok 40 minut i...

piątek, 4 stycznia 2013

Uki meloman

Będąc jeszcze w ciąży zakupiłam książeczkę z płytą "Muzyka klasyczna dla dzieci". Czytałam wiele artykułów o pozytywnym wpływie muzyki poważnej na rozwój dziecka już w łonie matki, dlatego nie raz wylegując się z brzuszkiem zanurzałam się w jej dźwiękach. Przyznam szczerze, że niejednokrotnie wyciszała i pomagała zasnąć. 

Uki od samego początku wykazywał ogromne zainteresowanie światem muzyki. Czasem zadziwia mnie jak mocno potrafi być zaabsorbowany słuchaniem piosenek dla dzieci (zwłaszcza hitów internetowego Gumi Misia, który jest jednym z jego czołowych idoli). Dziś postanowiłam zrobić mały eksperyment z płytą i sprawdzić czy muzyka poważna równie mocno przypadnie mu do gustu. Już pierwsze dźwięki wywołały na buźce radosny uśmiech i Uki rozpoczął poszukiwania źródła nowych fal akustycznych. Bez trudu zlokalizował stojący na podłodze odtwarzacz, co więcej jego obsługa wydała mu się banalnie prosta i takim sposobem muzyka  rozbrzmiewała głośno w całym mieszkaniu. Mój mały ukochany mężczyzna znów mnie zaskoczył, życie z nim pełne jest niespodzianek : )

środa, 19 grudnia 2012

coraz bliżej Święta

W tym roku zrezygnowaliśmy z choinki, Uki przemieszcza się już po całym mieszkaniu w takim tempie, że trudno za nim nadążyć. Drzewko pełne świecidełek na pewno byłoby dla niego celem numer jeden, a ja musiałabym cały czas stać na straży. Poza tym okres świąteczny spędzamy poza domem. Brakuje mi trochę zapachu choinki i tradycji jej ubierania co zawsze wprowadzało mnie w świąteczny nastrój, nie zmienia to jednak faktu, że wyjątkowo czekam i cieszę się na ten czas. W końcu to nasze pierwsze wspólne Święta, które spędzimy we troje :)  W zeszłym roku Uki był  w brzuszku choć pamiętam, że wyraźnie czułam już jego obecność -  dawał o sobie znać, zwłaszcza gdy słyszał śpiewane kolędy. Ciekawe  co będzie się działo w jego główce i serduszku podczas tegorocznej Wigilii. Mam nadzieję, że spodoba mu się rodzinny klimat : )

A to jeden z prezentów jaki znajdzie pod choinką : ) - Mokey Fraggle : )

źródło : internet


czwartek, 13 grudnia 2012

karmienie piersią, warto mimo przeciwności

obraz Picasso, źródło : internet
Moja przygoda z karmieniem rozpoczęła się już na sali porodowej. Pamiętam jak młoda praktykantka pomogła mi pierwszy raz przystawić Uki do piersi... ta namacalna bliskość z maleństwem to było niesamowite przeżycie. Jednak już na drugi dzień pojawiły się problemy,  Uki przy każdej próbie zaczynał płakać i odtrącał mnie, nie mogłam tego zrozumieć. Przeżywałam  ten fakt bardzo mocno, zwłaszcza gdy patrzyłam, jak inne mamusie na sali karmią swoje maleństwa. Położne pocieszały, że może tak być, że dziecko dobę po porodzie różnie reaguje, kazały dać mu czas na oswojenie się ze światem. Bardzo mi wtedy pomogły,  a Uki faktycznie kolejnego dnia przełamał się i zaczął jeść. Zebrało mi się na wspomnienia... ale to dlatego, że dziś wiem jak wiele znaczy dla mnie ta chwila z Uki. Uwielbiam gdy w trakcie jedzenia przez chwile puszcza pierś by zerknąć na mnie i uśmiechnąć się ; ) W takich momentach wiem, że warto, mimo przeciwności...
W obecnych czasach zdarza się, że trudno utrzymać karmienie z różnych powodów. Życie bywa stresujące, a kobiecie w tym czasie potrzebny jest spokój i wsparcie otoczenia. Jednak coraz częściej młode mamy zamiast tego słyszą wiele "dobrych rad" co sprawia, że tracą wiarę w siebie. Te i inne trudności w konsekwencji prowadza do tego, że albo rezygnują z karmienia albo zwyczajnie tracą pokarm. Każda młoda mama musi dać sobie czas by "dotrzeć się" z maleństwem i przede wszystkim zaufać instynktowi bo on podpowiada najlepiej. Myślę, że naprawdę warto spróbować się z tym wszystkim zmierzyć. Dla mnie będzie to niewątpliwie jedno z najwspanialszych wspomnień macierzyństwa.

piątek, 7 grudnia 2012

27

Dzisiejszy dzień skłania do zrobienia krótkiego bilansu kolejnego roku życia. Miniony czas pełen jest wspaniałych wspomnień . . . a to rosnącego wciąż brzuszka, pierwszych kopniaczków, badań usg, przygotowań do narodzin, wreszcie dnia porodu - wyczekiwanego spotkania z Uki oraz początek wspólnego życia we troje. Zostałam mamą i to właściwie najpiękniejsze co mogło mi się przydarzyć. Macierzyństwo odmieniło mnie, moje życie, priorytety, w sumie wszystko. . . Czuję, że dojrzałam i jestem już zupełnie inną osobą . . . choć z małego eweluszka wiele jeszcze zostało i pewnie zostanie na zawsze :)




wtorek, 27 listopada 2012

już nie taki malutki : -)

źródło : internet

Dziś od samego rana robiliśmy porządki w szafie Uki. Okazało się, że sporo rzeczy jest do przebrania i wywiezienia do dziadków. Niektórych ubranek nawet nie zdążyliśmy przymierzyć ; -P ten czas płynie tak szybko... po urodzeniu nie była może z niego kruszynka, co dało się odczuć bezpośrednio po porodzie, gdy tatinek nie mógł znaleźć w torbie odpowiednich ubranek (praktycznie wszystko co spakowałam było za małe), jednak i tak wydawał mi się malusi : -) Teraz oprócz tego, że rośnie w zawrotnym tempie, to próbuje być coraz bardziej samodzielny. Po porannych porządkach udał się na wycieczkę w kierunku drzwi balkonowych, gdy go zabrałam i pogroziłam palcem dodając "nunu, nie wolno" obdarzył mnie tylko rozbrajającym uśmiechem i na nowo zaczął pełzać w stronę obranego celu podróży : -)

piątek, 16 listopada 2012

Zezia i Giler

źródło : internet
Kiedy pierwszy raz usłyszałam o tej książce, byłam szczerze zdziwiona. Trzeba przyznać, że Agnieszka w ostatnim czasie mocno zaskakuje swoim nowym wizerunkiem, wywołując liczne komentarze i oceny ze strony innych, jednak jak dla mnie to największe zaskoczenie, do tego pozytywne. Nie zamierzam tu pisać recenzji i oceniać samej formy, chcę tylko podzielić się paroma myślami, które zrodziły się w mojej głowie po jej przeczytaniu. Zacznę od tego, że nie każdy dorosły jest w stanie "wejść w skórę"  dziecka i ogarnąć to co drzemie w tej "małej główce", Autorce niewątpliwe się to udało. Miałam wrażenie, że  przez chwilę stałam się z powrotem małą dziewczynką, która tak naiwnie i dosłownie postrzega  świat dorosłych. Ta chwila trwała jednak krótko, szybko wróciłam do swojego świata, ale zaczęłam bardziej dostrzegać jak pewne sytuacje może odczuwać dziecko, to było ciekawe doświadczenie. Główna bohaterka nieco różni się od mojego pokolenia z dzieciństwa, ale chyba przede wszystkim ta różnica polega na tym, że w innej rzeczywistości  przyszło jej dorastać.  W tym świecie dziecko tęskni za obecnością rodziców, jest bacznym obserwatorem świata dorosłych i "po swojemu" próbuje go zrozumieć. Polecam wszystkim, zwłaszcza obecnym rodzicom.